O Kazimierzu
Tak wiele nauczyłem się od ojca w ostatnim czasie, a tak krótko go znałem – jedynie całe swoje życie. A całe moje to był tylko ułamek jego. Tyle widział, przeżył, doświadczył i poczuł, zanim się spotkaliśmy. A nawet wtedy byłem przecież za młody i rozumiałem za mało, żeby swojego tatę odkrywać.
Kazimierz Matyja – urodził się 1 marca 1937 roku w miejscowości Bór Zapilski na Śląsku. Czasami z sentymentem wspominał o swoim dzieciństwie i rodzinnym domu. Palcem rysował starą mapę wsi, gdzie był kiedyś sklep, gdzie chodził do szkoły, których domów i dróg wtedy nie było. Tyle się zmieniło przez te lata – mówił, tak jakby sam nie czuł głęboko w kościach, jak szybko czas płynie.
Ojca wyróżniała pracowitość – wartości dotyczących pracy, skrupulatności i profesjonalizmu uczył swoją postawą jak mało kto. Poświęcił na pracę większość swojego życia i nawet na emeryturze ciężko było mu się z pracą rozstać. Można by się dziwić – przecież czasy jego młodości bywały podłe a możliwości zarobku ograniczone. A jednak dla niego stały się wrotami na świat! W czasach, kiedy większość Polaków o świecie dowiadywała się z prasy, filmów i książek, on na własnej skórze doświadczył Rzymu, Paryża, Berlina a nawet dalekiej Azji. Przeżył wynalezienie Internetu, pierwszych komputerów i telefonów (zarówno tych komórkowych jak i stacjonarnych), zmian technologicznych, które budziły zaciekawienie i zaniepokojenie – on się nie bał. Za to kierowała nim ciekawość i chęć odkrywania.
Jak każdy, Kazimierz miał też swoje zainteresowania poza pracą i podróżami. Lubił psy, Mercedesy, Sosny i pieczoną rybę. Fascynowały go stare zegary i ich mechanizmy. Uwielbiał muzykę klasyczną, która rozbrzmiewała u niego przy każdej mojej wizycie u niego. Lubił czytać książki – ostatnie, o których opowiadał to tytuły autorstwa Olgi Tokarczuk. Musiał także pasjonować się fotografią, ale nie opowiadał o tym często. Zostawił po sobie za to pokaźną kolekcję zdjęć, filmów, negatywów, a także książek i płyt z muzyką klasyczną. Dzięki tej prywatnej bibliotece można było… i nadal można, poznać tatę bliżej.
Kazimierz był odważny i doświadczony, dowiedziałem się, kiedy sam mogłem go poznać lepiej. Z mojej perspektywy był to już zawsze starszy pan, który na pewno ukrywał w sobie wiele ciekawych historii, o których sam z siebie nie mówił. Kazimierz był także prywatny i skromny. I można było go „ciągnąć za język” i dowiedzieć się o nim i jego perspektywie więcej, ale o tym przekonałem się już trochę za późno.
Kazimierz miał też swoje dziwactwa – na zdjęciach z lat 70. silny i modny mężczyzna w kwiecie wieku, odkrywający świat – pozujący na tle Wieży Eiffla czy Bazyliki Św. Piotra. Mój tato? Starszy pan zawsze w tych samych spodniach na kant, wygodnej koszulce, granatowym polarze i skórzanej czapce. Czy zima czy lato zawsze nosił te same buty. Nie przejmował się tym, co inni myślą na jego temat; zamiast tego cenił sobie komfort i swobodę. Może było to osobliwe, z drugiej strony to dla mnie kolejna lekcja! Kiedy sam tyle zobaczę i osiągnę swoje cele, może też nie będę zastanawiał się, co inni myślą na mój temat. Ja już swoje będę widział lepiej!
Dla mnie ostatnie 10 lat zdefiniowało Kazimierza jako mojego tatę najbardziej. Wbrew powiedzeniu, że starych drzew się nie przesadza, tato przeprowadził się jeszcze bliżej mnie – z odległej wioski pod Puławami, do rozwijających się Siechnic pod Wrocławiem. Z jednej strony był to dla mnie obowiązek – zająć się starszym człowiekiem. Z drugiej ogromny zaszczyt widzieć, jak mimo wieku tato dba o siebie, swoje zdrowie i sprawność fizyczną, a przy tym o relację ze mną. Wspólne obiady, popołudnia z kawą i rozmowy telefoniczne opowiedziały mi o nim więcej, niż poprzednie lata. Oczywiście – tato też zmienił się wtedy, ale z mojej perspektywy stał się łagodniejszy, bardziej gościnny i towarzyski. Zapewne podeszły wiek robi swoje, ale doceniam to bardzo, że tato znalazł w sobie jeszcze siły na te pozytywne momenty i zmiany.
Dzisiaj małe historie żyją w ludziach, których ojciec spotkał na przestrzeni swojego życia – każdy z tych momentów żyje w jego rodzinie, przyjaciołach, współpracownikach i wszystkie mogą składać pamięć Kazimierza w jedną całość. Dlatego ciężko mi opisać samemu, jaki ojciec był. Ale był dla mnie ważny i wiele mnie nauczył. I jego nauki będą pomagać mi jeszcze przez resztę mojego życia.
Autor: Paweł Matyja, syn Kazimierza Matyi, założyciel fundacji